?>
Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny

Upragnione Vigan

Jeśli czytaliście poprzedniego posta, wiecie zapewne że podróż do Vigan do najłatwiejszych nie należała 😛 Zamiast mianem komfortowej można ją raczej określić jako przepełnioną przygodami, niewiadomymi, trudnościami… coś w ten deseń 😀 polotu jednak odmówić jej nie można, a przecież o to w tym wszystkim chodzi 😀 a przynajmniej nam kiedy wreszcie wyruszamy z plecakami do Azji 🙂 podczas tych ciągłych perturbacji i przemieszczania się z miejsca na miejsce staramy się od czasu do czasu zaplanować choć jeden dzień, który „na pewno” a w zasadzie teoretycznie powinien pozwolić nam odetchnąć. I to właśnie był ten dzień 😀

Jeden dzień w małym, kolonialnym miasteczku, zanim ruszymy dalej na upragnioną północ. Zjedliśmy śniadanie w naszym hotelu, gdzie byliśmy my i jeszcze maksymalnie 4 osoby. Od razu zaproponowano nam trycykl do miasta, a kiedy grzecznie odmówiliśmy twierdząc że przecież to tylko 2 kilometry od razu nastraszono nas, że przecież JEST GORĄCO!! Wrrr no raczej, w końcu to Filipiny 😛 w sumie powinniśmy się już przyzwyczaić, że każda sytuacja gdy chcemy iść gdzieś na piechotę budzi wielkie zdziwienie, ale czym dalej od Banaue zdziwienie staje się coraz większe (haha, a na północ jeszcze kawałek :P). Trzeba przyznać, że obsługa bardzo o nas dbała i chcieli jak najlepiej, a kiedy uparcie twierdziliśmy, ze wolimy spacer wręczyli nam na odchodne wizytówkę ”na wszelki wypadek” żeby dzwonić jak cokolwiek by się działo 😀 Wyruszyliśmy, faktycznie skwar był niezły, ale po deszczowych dniach w Banaue cieszyliśmy się każdym promykiem słońca, zakupiliśmy świeżego kokosa i spacerkiem dotarliśmy do centrum miasteczka. Nie da się ukryć, że prezentuje się dość przyjemnie. Sama zabytkowa część jest malutka i przepełniona wszelkiego rodzaju sklepikami z pamiątkami bądź rękodziełem.

   

Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny
Stare miasto Vigan, filipiny
Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny
Stare miasto Vigan, Luzon, Filipiny
Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny
Stare miasto Vigan, Luzon, Filipiny
Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny
Stare miasto Vigan, Luzon, Filipiny
Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny
Stare miasto Vigan, Luzon, Filipiny

Kiedy już obeszliśmy wszystko nasze nosy doprowadziły nas na okoliczny stragan, gdzie było mnóstwo lokalnej ludności wcinającej pieczone i smażone przysmaki o bliżej nieokreślonym nazewnictwie 😀 Postanowiliśmy dołączyć do tej fiesty. Było to bardzo dobre posunięcie gdyż już po chwili pałaszowaliśmy przepyszne nadziewane placki smażone w głębokim oleju. W środku było mięso, kapusta, jajko i zapewne inne rzeczy 😀 Czemu by tak nie zapić obiadu piwem? 😀  Wiązało się z wycieczką do pobliskiego marketu w celu zakupienia zapasów. Już z drinem w ręku ulokowaliśmy się na pobliskim drzewie, żeby odpocząć i poobserwować toczące się na ulicach życie.

Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny
naturalny drink bar 🙂

Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny

naturalny drink bar 🙂

Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny
Stare miasto Vigan, Luzon, Filipiny
 
Stare miasto Vigan, Luzon, Filipiny
Vigan, Ilocos Norte, Luzon, Filipiny
Stare miasto Vigan, Luzon, Filipiny

Po krótkim odpoczynku i napojeniu się postanowiliśmy zejść z naszego punktu obserwacyjnego i pokierować się w stronę naszego hotelu. W drodze powrotnej wstąpiliśmy na targ sprawdzić jakie dzisiaj jest menu bo przecież kolacje też trzeba będzie wszamać wieczorkiem, zanim zdążyliśmy dobrze się rozejrzeć to zaatakował nas starszy angol, byliśmy jedynymi białymi twarzami pewnie dlatego padło na nas 😀 Zaczął opowiadać o swoich starych czasach, po jakichś 15 minutach już nie mieliśmy siły słuchać jakim to on nie był sportowcem, czego nie zdobył, kim on nie był i tak dalej…bleeee, ale finalnie wylądował na Filipinach z minimum 30 lat młodszą żonką hahaha 😀 dalej kłapie… „ przepraszamy ale musimy już iść, miło było… 😀 ” no cóż, kolację będziemy wybierać później, a teraz szybka ewakuacja 😀 Kolejny przystanek, hotel, a tam, można napisać że drinki z rumem już polane 😉 Nadszedł czas na kolację, postanowiliśmy wrócić na targ. Przed wejściem jeszcze rozejrzeliśmy się dookoła, czy aby na pewno nie grasuje tu ten angol. Uff droga wolna, teren wygląda na bezpieczny 😀 Skierowaliśmy się do jedynego otwartego o tej porze baru i zaczęliśmy zaglądać do wszystkich garnków po kolei, nasze decyzje opierały się jedynie na estetyce wizualnej danej potrawy 😀 tym razem trafiliśmy dobrze, choć nie zawsze się to udawało, ale o tym później 😛 Po wyśmienitej kolacji jak to na prawdziwych celebrytów przystało przeszliśmy do rozdawania autografów i pozowania do zdjęć otaczającej nas obsłudze garkuchni HAHAHA 😀 Po zakończeniu gali skierowaliśmy się do naszego „Hiltona”, popakowaliśmy graty i położyliśmy się spać, rano startowaliśmy do Pagudpud.