?>

Przecież to tylko 5 przesiadek i 15 godzin do Vigan…

    Kiedy Nadia z Marcinem ruszyli w podróż powrotną do Manili my postanowiliśmy  opracować jutrzejszy plan uderzeniowy, a mianowicie jak dostać się do Vigan omijając cofanie się 200 km do Baguio, aby spędzić tam noc, a potem ponownie przejechać całą trasę aż do samego miejsca docelowego. 

Mieliśmy wstępny, chytry plan, który zawierał podróż lokalnym transportem przez 5 filipińskich miejscowości. Chcieliśmy jednak zapytać lokalesów czy jest to możliwe i czy dotrzemy do Vigan przed nocą. Zaproponowano nam 4 warianty, z czego nasz był ostatni 😀 Pierwszą opcją był już wspomniany wcześniej powrót do Baguio, który od razu odrzuciliśmy, my się nie cofamy 😀 kolejny to wynajem vana, który zabierze nas bezpośrednio do Vigan, z netem i drinami na pokładzie, kosztujący uwaga 26 000 peso 😀 czyli jakieś 2500 pln, raczej nie dla naszej dwójki 😀 następny to podróż lokalnym jeepneyem do Bontoc , nocowanie tam i złapanie porannego busa już do Vigan. Opcja znów nie dla nas gdyż nie chcieliśmy tracić nocy.  Opcja nr 4, czyli z góry nakreślona jako najgorsza 😀 dawali nam niewielkie szanse na powodzenie, w końcu dużo rzeczy mogło pójść nie tak. Zaczynając od faktu, że każdy busik/van musi się zapełnić do MAXA (patrz 15 typa na 12 osobowego vana), co nie ukrywajmy trwa trochę. Tak więc mogliśmy utknąć w którymś z tych miasteczek, w przypadku pierwszej stacji w Bontoc nie byłoby to dużym problemem jednak w każdej kolejnej wiosce przysłowiowe psy szczekają d… 😀 tak więc jeśli zastała by nas noc to najprawdopodobniej spalibyśmy na krawężniku ;] druga sprawa nigdzie po drodze nie ma bankomatu, a w Banaue nie udało się wybrać gotówki więc musieliśmy sobie radzić z tym co mamy, było tego niewiele. Wisienką na torcie był fakt, że parę dni temu przeszedł tajfun i wszędzie dookoła obsuwała się ziemia co sprawiało, że wiele dróg nie było do końca przejezdnych bądź dopiero co usuwano z nich błoto. Podsumowując, małe szanse powodzenia. Tylko utwierdziło nas to w przekonaniu, że to coś dla nas 😀 Podekscytowani jutrzejszą podróżą, spakowaliśmy betle i poszliśmy w kimono.

       Po śniadaniu jeden z naszych przewodników podrzucił nas do centrum, żebyśmy złapali pierwszy transport. Załapaliśmy się na vana jadącego z turystami do Sagady właśnie przez Bontoc. Był to pierwszy i ostatni transport z białymi twarzami 😀

 

Bontoc, Luzon, Filipiny
[caption id="attachment_882" align="aligncenter" width="1024"]Bontoc, Luzon, FilipinyBus do Bontoc

Kiedy jako jedyni wysiadaliśmy na skrzyżowaniu aka stacji widać było konsternacje na twarzach naszych współpasażerów. Pewnie myśleli sobie „po jaki ch.. oni tu wysiadają…”. Chwyciliśmy plecaki i ruszyliśmy w poszukiwaniu vana do Bauko. Zagadaliśmy z władzą, kazali nam iść prosto i skręcić w trzecią przecznicę na lewo. Idziemy, idziemy, nie możemy znaleźć. Zaatakowaliśmy więc kolejnego oficera pilnującego przejścia dla pieszych. Postanowił odeskorotować nas osobiście na jedną z bocznych ulic, gdzie okazało się, że możemy wrócić do Banaue, albo czekać do jutra rano… Zaczyna się, pomyśleliśmy 😀 Po krótkiej wymianie zdań do jednego z nich dotarło, że nie interesuje nas ten kierunek i kazał się wrócić tam skąd przyszliśmy. Rozbawieni ruszyliśmy z powrotem, a po drodze dojrzeliśmy vana jadącego/uciekającego nam do Bauko. Bingo, przynajmniej wiedzieliśmy, że coś takiego jeździ i idziemy w dobrym kierunku 🙂 Jest kolejny! Czeka na pasażerów, za jedyne 50 peso dotrzemy do kolejnego checkpointu 😀 zakupiliśmy ciastka i banany i czekaliśmy na resztę ekipy, aby po maks. 30 minutach ruszyć w drogę. Widoki były zacne, a my zadowoleni z dobrego czasu delektowaliśmy się podróżą. Dotarliśmy na miejsce, gdzie już byliśmy mega atrakcją i wszyscy wlepiali w nas swój wzrok, od razu przesiedliśmy się do vana który miał nas zabrać do Cervantes. Tym razem również nie czekaliśmy długo, auto zapełniło się szybko, a kierowca pod drodze jeszcze dobierał kolejnych pasażerów tak, że finalnie co poniektórzy (np. my) jechali siedząc sobie nawzajem na kolanach. Czym bliżej Cervantes tym widoki bardziej spektakularne 🙂

 

Cervantes, Luzon filipiny
Pamiętna droga do Cervantes, Luzon, Filipiny

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
Cervantes, Luzon, Filipiny

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
Cervantes, Luzon, Filipiny

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
Cervantes, Luzon, Filipiny

 Dotarliśmy na miejsce, wydawało by się, że jeszcze tylko 2 przesiadki i dotrzemy do mety 😀 Tym razem jednak los postanowił sobie z nas zakpić 😛 Dziarskim krokiem wyruszyliśmy w kierunku wskazanym nam przez wcześniejszego kierowcę. Na miejscu faktycznie stał van, a obok kręcił się drajwer. Ucieszył się jak tylko nas zobaczył i od razu zaproponował wynajem auta za 2600 peso. Faktyczna cena takiego przejazdu wynosi 150 peso dlatego grzecznie podziękowaliśmy i postanowiliśmy, że poczekamy aż zbierze się więcej ludzi. Było około godziny 13tej, kierowca twierdził że około 14 powinno się znaleźć więcej chętnych i ruszymy. Nic takiego się nie stało, a my myśleliśmy, że po prostu bierze nas na przeczekanie 😀 Tym bardziej, że rzucił nam kolejna propozycję , tym razem wycenił rajd na 1600 peso. Nawet tyle nie mieliśmy, a  gdybyśmy mieli to i tak byśmy tyle nie dali 😛 Pogroził nam 3 godzinami czekania. Byliśmy twardzi, chociaż skwar był niemiłosierny. Gościu nie rzucał jednak słów na wiatr 😀 Czas mijał, a nikt więcej się nie pojawiał, perspektywa zostania w Cervantes nie była naszym marzeniem, a szczególnie spanie na dworcu, który wyglądał tak 😀

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
dworzec w Cervantes, Luzon, Filipiny

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
Dworzec w Cervantes, Luzon, Filipiny

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
kolejne godziny mijają nam na dworcu w Cervantes

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
Cervantes, Luzon, Filipiny

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
Cervantes, Luzon, Filipiny

W końcu pojawił się pierwszy osobnik zainteresowany podróżą w naszym kierunku, a potem długo, długo  nic, aż najechała cała rodzinka wraz z kurami i kaczkami.

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
I w końcu nie tylko my czekamy 🙂

 

Cervantes, Luzon, Filipiny
już prawie gotowi do drogi 😀

 

Tak jak mówił nasz kierowca wyruszyliśmy o 17 😀 Cóż to była za droga, zatrzymaliśmy się w jakiejś pobliskiej wiosce żeby zabrać ryż, i inne wory z bliżej nieokreśloną zawartością. Stanowiliśmy wtedy nie lada atrakcję dla wszystkich dookoła, machali nam, chcieli z nami gadać i nie mogli się nadziwić skąd my się tam wzięliśmy 🙂 Potem jeszcze zatrzymaliśmy się na zakupy, gdzieś po drodze w górach i finalnie dojechaliśmy do Bitalag, gdzie powinniśmy złapać kolejny transport, już do Vigan. Było ciemno, a my straciliśmy 4 godziny w Cervantes, więc jednak chłopaki z Banaue mieli rację, że łatwo nie będzie 😛 My jednak nie traciliśmy nadziei, poza tym opcja spania w Bitalag była znacznie bardziej przystępna niż w Cervantes. Poradzono nam stanąć przy drodze i łapać autobus, powinniście zobaczyć nasz miny jak po pól h czekania pierwszy autobus nawet się nie zatrzymał hahaha 😀 Gościu sprzedający z boku warzywa pocieszył nas, że pewnie był przepełniony i żeby czekać na kolejny. Nie potrafił jednak określić za ile się zjawi. Jest, łapiemy go! Nawet sprzedawca wyskoczył zza lady żeby go dla nas złapać 😀 Udało się! Aż nie chce nam się wierzyć, że to już ostatnia prosta 🙂 Teraz tylko 3 h jazdy, potem jakiś trycykl i będziemy na miejscu. Po dwóch godzinach autoban zatrzymuje się w bliżej nieokreślonym miejscu, my podjarani widząc napis Vigan na jednej z restauracji wybiegamy na zewnątrz z całym dobytkiem i pytamy skąd wziąć trycykl do hotelu 😀 Gościu mówi, że już nie ma żadnego o tej porze. My niedowierzamy, że jesteśmy tak blisko i znów coś jest nie tak 😀 Atakujemy naszego kierowcę, który z uśmiechem na twarzy mówi, że zatrzymali się tylko cos zjeść, i pyta czy my nie jesteśmy głodni 😀 Haha, po chwili pojechaliśmy dalej, a wyrzucił nas na stacji, gdzie już czekały trycykle chętne zabrać nas gdzie tylko chcemy. Hurra udało się! Trwało to „chwilę” dłużej niż zakładaliśmy, ale zamknęliśmy się w jednym dniu tak jak chcieliśmy 😛