?>

P jak Phuket, nie jak Patong…

Czwarty dzień był dniem, w którym przyszło nam pożegnać Krabi. Ze względu na późny powrót z wczorajszej wycieczki nie udało nam się zrealizować wcześniejszych postanowień.

Zaplanowaliśmy, ze transport zarówno na Phuket jak i kolejną wyspę Koh Tao ogarniemy po wycieczce do zatoki Phang Nga. Jednak jak to czasem bywa instynkt imprezowicza wygrał z pasja organizowania czegokolwiek 😀 Tak, więc zaczęło się od niełatwego poranka, wrzucenia czegokolwiek na ruszt oraz zaciekłych dyskusji czy na Phuket wybrać się łodzią czy autobusem. Autobus przekonał nas nie tylko swoja ceną, ale również 2 razy krótszym czasem podróży i gdy udało nam się kupić na niego bilety nasze wyczerpane żołądki odetchnęły z ulgą. Pomimo walorów estetycznych łódka nie byłaby chyba najlepszą opcją po wczorajszym wieczorze.  Poza tym, chcąc nie chcąc po sylwestrowej zabawie czekała nas długa podróż zarówno autobusem jak i łódką na kolejną wyspę. Ze względu na dość gorący okres na wyspach postanowiliśmy od razu załatwić ten przejazd i tu zaczęły się problemy. Były 2 firmy obsługujące ten kierunek, z czego właściciel hotelu na Krabi od razu powiedział żeby płynąć z Lomparayah. Niestety nie udało się kupić tych biletów na stronie, gdyż było za późno, a biura również nie było w pobliżu, jednak okazało się że jest jakieś na Phuket. Postanowiliśmy, zapytać czy są jeszcze jakieś miejsca i ewentualnie poprosić o zatrzymanie dla nas biletów. Niestety nasi rozmówcy okazali się dość oporni na język angielski i musieliśmy poprosić właściciela hotelu o pomoc. Udało się, chyba po prostu mieliśmy szczęście ze wybraliśmy sobie tak dziwną datę na naszą podróż. 1 stycznia, dzień po sylwestrze po prostu wszyscy inni turyści zaleczają kaca bądź dalej imprezują, a nie przemieszczają się z wyspy na wyspę. Na wszelki wypadek zaraz po dotarciu na Phuket postanowiliśmy udać się od razu do biura Lomparayah po bilety, a potem na spokojnie poszukać Gino Guesthouse, gdzie zamierzaliśmy spać. Nasłuchaliśmy się dużo negatywnych opinii o tej wyspie i byliśmy bardzo ciekawi jak wygląda rzeczywistość. Droga do biura miała około 2 km i wiodła przez sam środek miasta. Było około południa, temperatura sięgała 30 stopni, ludzie dosłownie wszędzie, a my dzielnie, pomimo braku sił próbowaliśmy się przepchnąć z wielkimi plecakami tak, aby nikogo nie staranować, nie zahaczyć o żadne drzwi, stragany, a co najważniejsze, aby żaden z bliżej nieokreślonych pojazdów i nie zahaczył o nas. Bingo! Jest Lomparayah, są bilety i świadomość dalekiej podróży w Nowy Rok. Jednak w tej chwili jest to nieważne, swoje kroki kierujemy w stronę (a przynajmniej tak nam się wydawało) guesthouse`u, aby pozbyć się tony pakunków ze swoich mokrych pleców. Trafiamy na stare miasto, po drodze mijamy przepiękne, choć zniszczone budynki z mnóstwem klimatycznych kawiarenek i sklepików zlokalizowanych na ich parterze. Po drodze wymieniamy uwagi na temat całej okolicy. Całkiem inaczej sobie to wyobrażaliśmy, tymczasem już wiemy, zdecydowanie podoba nam się tutaj.

next part (228)

next part (232)

next part (237)

next part (244)

Standardowo zgodnie z przeczuciem skręcamy w boczną uliczkę i znajdujemy miejsce, którego szukamy. Gino Guesthouse jest całkiem inny niż poprzednie miejsca, cena również odstaje od azjatyckiego standardu, jaki próbowaliśmy do tej pory trzymać 😀 Można by go nazwać wręcz „artystycznym”, ściany pokryte są różnego rodzaju grafiką i rysunkami, dookoła pełno różnego rodzaju ozdób zrobionych np. ze starych aparatów fotograficznych, maszyn do pisania itp. Pokoje, bardzo czyste, klimatycznie urządzone ogólnie wrażenia przyjemne. Na wstępie umawiamy wynajem skutera na jutrzejszy dzień żeby na własną rękę pozwiedzać wyspę. Tymczasem wyruszamy w poszukiwaniu jedzenia, spacerkiem przemierzamy stare miasto wzdłuż i wszerz i nie możemy się nadziwić jak tu ładnie. Zaczynamy zastanawiać się czy osoby które spędzają wakacje na Phuket poświęciły swój czas na dokładniejsze zwiedzanie wyspy, a konkretnie zobaczenie czegoś więcej jak osławiony Patong, który jest dość specyficznym miejscem. Zawsze przepełniony niestroniącymi od trunków wysokoprocentowych „kuracjuszy”, bawiących się do rozbrzmiewającego wszędzie dicho-techo bez względu na czas i okoliczności. To tak jakby jechać do Międzyzdrojów czy Mielna, a jednocześnie oczekiwać ciszy i spokoju. Phuket to nie tylko Patong, który jest jaki jest. Jest on jednak nieodłącznym elementem wyspy co sprawia, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Oprócz wyżej wspomnianych przybytków uciech/baletów wysokich lotów/masaży ch.. wie czego 😀 straganów przepełnionych rzeczami światowych marek 😛 można znaleźć miejsca piękne, odludne i wręcz kipiące egzotyka. Po kupieniu 2 roleksów ze szczerego złota ( oczywiście po okazyjnej cenie) oraz pary rybanów z najnowszej kolekcji poczuliśmy się finalnie odpicowani na zblizającą się sylwestrową noc 😛 Po szopingu życia udaliśmy się w poszukiwaniu bardziej odludnych zakątkow wyspy. Po rajdzie wzdłuż wybrzeża udało nam się dotrzeć do prawdziwie rajskiej zatoczki. Prywatna plaża, gdzie wejście kosztowało 10 pln. Były to jedne z lepiej wydanych pieniędzy gdzyż pozwoliły nam rozbić się na snieżno białym piasku w scenerii jak z filmu i w towarzystwie tylko paru osób.

Pluskaliśmy się, jedliśmy, piliśmy drinki, opalaliśmy się potem znów się pluskaliśmy, jedliśmy, piliśmy drinki aż… Podwodny, niesamowicie agresywny głaz bezwzględnie zaatakował moją bezbronną kobiecą stopę robiąc w niej dziurę na głębokość co najmniej 1 cm. Przerażeni groźbą ataku rekina ludojada uciekliśmy na kocyk 😀 ponieważ nie mieliśmy nic na oczyszczenie rany postanowiliśmy zabić wszelkie zarazki od środka 😛 zadecydowaliśmy, że ogarniemy się na leżaczkach, a ja ruszyłam przemyć nogę. Kiedy Justynki nie było około 10ciu minut postanowiłem sprawdzić czy wszystko w porządku, załadowałem mandżur i ruszyłem w kierunku baru. Ku mojemu zdumieniu znalazłem ją leżącą pod barem, pierwsze co pomyślałem ” ale cyrk przecież sylwester dopiero za 6h”! Po przejętych minach lokalesów zorientowałem się, że jednak to nie „sex on the beach” czy ” mohito” spowodowały takie spustoszenie 😀 dziura w stjepie dobitnie domagała się uwagi. Także drogie dzieci pamiętajcie na przyszłość, że odśrodkowe odkażanie nie działa we wszystkich przypadkach 😉 myjta rany wojenne ! Załadowałem kulawą na bagajer i do miasta 🙂 nieuchronnie zbliżała się pora, aby zadecydować gdzie chcemy spędzić sylwester.  Chyba każdy kto jest na Phuket w tym okresie chce spędzić sylwestra na plaży. W tej kwestii nie odbiegaliśmy od standardów. Niestety wraz niepewną prognozą pogody pojawiły się pewne wątpliwości. Zaczynając od faktu, że plaża znajdowała się 30 km od miejsca w którym stacjonowaliśmy, co wykluczało możliwość standardowego dla nas uczczenia tego typu okazji ( z hukiem albo wcale ) to dodatkowo dojazd do niej mógł się równać z najbardziej hardkorowym rollercoasterem, na jakim kiedykolwiek byliśmy. Dodać do tego cienkie oponki, zbliżający się deszcz i bandę delikatnie rzecz ujmując „upojonych” turystów stwierdziliśmy że nawet jak na nas jest to opcja dość ryzykowna (starzejemy się 🙂 ). Nasza wątpliwej płci rezydentka z guesthousu poinformowała nas o typowo skośnej imprezie dla lokalesów. Jak to my, nie omieszkaliśmy sprawdzić jakości tej balangi i czym prędzej popędziliśmy w wcześniej wskazane miejsce. A tam… Uwaga bazar! Każda okazja do zarobienia kilku bahtów jest dobra, nie dość że można się było najeść to jeszcze bonusem okazała się możliwość zakupienia torebki louis vitton bądź koszulki manchesteru… W sam raz na dobrą wixe. Postanowiliśmy zapełnić brzuchy „czymś” ostrym, zakupić winiacze i pokręcić się dookoła. Jednak klimat tej imprezy nie okazał się odpowiedni tak więc żeby nikogo nie urazić popaliliśmy stamtąd wrotki. Chcieliśmy spędzić upojny wieczór na naszej werandzie kiedy okazało się, że właściciele wraz z kilkoma białasami przejeli teren. Nagle pomimo wcześniejszych ustaleń odezwały się w nas „resztki młodości”, które nakazały wyruszyć w stronę plaży. Jechanaaa! Zabraliśmy po piwku i zaatakowaliśmy groźne serpentyny. Ku naszemu zdziwieniu na drodze nie spotkaliśmy żadnych harpaganów tylko policję która zacnie panowała nad przepustowością co wraz z brakiem wcześniej zapowiadanych opadów sprawiło że sprawnie dotarliśmy na Patong. Standardowo musieliśmy spatrolować okolice w poszukiwaniu dogodnej miejscówy, co doprowadziło nas do wieży ratowniczej, naprzeciwko której odbywała się fajna bibka z muzyką na żywo. Wdrapaliśmy się na górę, gdzie z pełną dezaprobatą obserwowaliśmy nieudane próby puszczania lampionów przez okoliczną ludność. Było przepięknie, ciepło, a niebo całe usłane wcześniej wspomnianymi, kolorowymi lampionami. Po chwili postanowiliśmy ich zawstydzić, zakupiliśmy 2 sztuki i po wcześniejszych obserwacjach nieudaczników, wyciągnięciu kilku prostych wniosków najechaliśmy na plażę. Nasze rakiety po mistrzowsku wystartowały w kosmos, a my dumni jak cholera wróciliśmy do bazy i czekaliśmy na uroczyste odliczanie. 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1 Happy New Year! Zeszliśmy na dół poobczajać fajerwerki, cudnie!!! Po chwili postanowiliśmy wskoczyć na skuter i objechać plażę dookoła żeby zobaczyć jak się bawią ludzie. Okazało się to mało strategicznym posunięciem, bo chyba każdy chciał coś poobczajać, niestety 99 % użytkowników jezdni również dosiadło swoje skutery i postanowili nam towarzyszyć. Utkneliśmy w kilometrowym korku, gdzie czas umilało nam rozbrzmiewające wszędzie dicho-techo i tony ludzi bawiących się na ulicach. Mogliśmy bardzo dokładnie przyjżeć się świętującym, gdyż 1,5 km jechaliśmy około 2 godzin 😀 jak już tylko udało nam się wykaraskać z tego tłumu czym prędzej popędziliśmy w stronę starego miasta, gdzie na chacie finalnie oblaliśmy Nowy Rok butelką wina, przegryzając je najtańszym, a w zasadzie jedynym dostępnym serem 😀 k… Ile wrażen!

Polegliśmy jak dzieci, na drugi dzień czekała nas kacowa przeprawa autobusem i promem na podbój kolejnej z wysp 🙂

  • Witia

    Ser wam dojrzał i jakby wyglądał.

  • Dominika i Michał

    Cudowna, szalona para. Poznaliśmy ich na śnieżce, miejscu, gdzie najlepiej smakuje czerwone wino. Czekamy na zdjęcia 🙂 dominika.stasiak@onet.pl

  • This has made my day. I wish all potnsigs were this good.