?>

Nie kupowałeś biletów do Bangkoku w Chumphon to nie wiesz co to hazard… :)


Zaczęliśmy od standardowej rozgrywki, podział wyglądał jak wcześniej. Jedno z nas zajmuje się załadunkiem bagaży, a drugie zajęciem najlepszych miejscówek dla bagaży podręcznych, gdyż od samego początku wiedzieliśmy, że my spędzamy podróż na świeżym powietrzu na tyle statku 🙂 niestety nie było tam miejsca na wszystkie manele 😀 Czekała nas czterogodzinna przeprawa promem, następnie podróż autobusem na stację kolejową skąd mieliśmy zamiar złapać nocny pociąg do Bangkoku. Jak się później okazało na stacji czekała nas niemiła niespodzianka. Pan w okienku nie omieszkał z szerokim uśmiechem na twarzy poinformować nas o braku miejsc w pociągu do Bangkoku na kilka najbliższych dni. Zasadniczo psuło to nasze plany gdyż harmonogram mieliśmy napięty… Nie podaliśmy się tak łatwo i poszliśmy rozszyfrować tajski rozkład jazdy. Podczas zażartej walki z tajskim alfabetem zaintrygowała nas rozmowa, którą podsłuchaliśmy za naszymi plecami. Podeszliśmy bliżej i wtedy pojawiła się nadzieja. Postanowiliśmy spróbować szczęścia w tym okienku, babeczka poinformowała nas iż są jeszcze jakieś miejsca do Bangkoku na dzisiejszą noc jednak podróż trwa 10 h i odbywa się w pozycji stojącej. Spodziewaliśmy się większych fajerwerków, ale postanowiliśmy drążyć temat dalej 😛 wtedy nagle dziwnym trafem pojawiła się jeszcze jedna możliwość 😀 PODOBNO z samego rana kursują pociągi, na które bilet można zakupić tylko w ten sam dzień, uznaliśmy ze to szansa dla nas! Szkoda, że nie było okienka numer 3, wtedy zapewne pojawiłby się pociąg, który za chwilę zabrałby nas do Bangkoku 😀 tymczasem postanowiliśmy w restauracji naprzeciwko pobuszować w necie  za jakimś alternatywnym transportem. Nic z tego, nie pozostało nic innego jak poszukać mety na dzisiejszą noc. Było już dość późno a z racji jutrzejszego, wczesnoporannego polowania na bilety postanowiliśmy ulokować się jak najbliżej stacji w pierwszym, lepszym guesthousie. Był około 400 m od stacji, a na recepcji/w budzie nie było żywej duszy, a przynajmniej tak nam się wtedy wydawało. Nagle w okienku pojawiła się główka, przemiła pani po anglo-tajsku zaproponowała nam swój najlepszy apartament, z klimatyzacją… Przygotowana była chyba jedynie na wysokiej klasy gości, ponieważ gdy jednak poprosiliśmy o najtańsze lokum musieli na szybko je ogarnąć 🙂 musimy przyznać, że wystrój nieco nas zaskoczył 😀 w zasadzie chodziło o jeden z głównych mebli znajdujących się w pomieszczeniu, a dokładnie o klatkę, która pełniła rolę szafki pod telewizor 😀 nie omieszkaliśmy przed snem się w niej pozamykać nawzajem i porobić głupich zdjęć 😛

Z rana ja, czym prędzej popędziłam na stację, a Filipek zajął się pakowaniem i przetransportowaniem naszego dobytku na stacje. Tam znowu komplikacje, ktoś inny w okienku i znowu nie ma biletów 😛 a za chwile znowu są, ale jedynie w 3ciej klasie, 9h stania, cena 8 złotych. Całkiem nieźle jak na prawie 500 km 🙂 no, ale wróciliśmy do punktu wyjścia, równie dobrze mogliśmy wyruszyć wczoraj w nocy. Sytuacja wydawała się patowa. Uznaliśmy jednak, że po nocy w tak ekskluzywnym resorcie jesteśmy na tyle wypoczęci, że stanie przez 9 h nagle nie stanowi dla nas problemu 😛 plus istniało ryzyko, że za chwilę okaże sie, że bilety nagle wyparowały, albo jescze lepiej wyparował cały pociąg 😀 no i stało się, z tiketami w ręce postanowiliśmy pozipować na stacji, gdyż odjazd był za 2h. Mieliśmy nadzieję na jakąś szamę, ale na nasze nieszczęście w okolicy był tylko jakiś lipny stragan. Nie zmartwiliśmy się tym, bo wiedzieliśmy, że w pociągu będzie czekał na nas cały bufet. Jak tak sobie siedzieliśmy zauważyliśmy, że co jakiś czas zerka na nas jakiś taj. Kiedy przypadkowo nawiązaliśmy kontakt wzrokowy, posłaliśmy mu szczery uśmiech i dalej zajęliśmy się sobą. Dziwne, ale po chwili na horyzoncie pojawił się nasz pociąg. Jedynie z 10-cio minutowym opóźnieniem 😛 Tajemniczy nieznajomy zmartwiony chyba faktem, że możemy wsiąść do złego pociągu(tak nam się wydawało na początku) podszedł do nas, sprawdził bilety niczym fachowy konduktor, przytaknął że jest to nasz transport i podał Justynce zagadkowy liścik. Jedynymi rzeczami, które mogliśmy z niego rozszyfrować były serduszka i numer telefonu, a nasz domniemany konduktor okazał się cichym wielbicielem 😀

Rozbawieni sytuacją wpakowaliśmy się bimbaju i rozpoczęliśmy naszą długą podróż. Ku miłemu zaskoczeniu okazało się, że miejsc siedzących jest pod dostatkiem tak wiec nawet amant Justynki mógł spokojnie zasiąść naprzeciwko niej 😀 Podróż upłynęła nam na pałaszowaniu lokalnych smakołyków od krążących co chwilę sprzedawców oraz podziwianiu widoków. Dodatkowo mieliśmy zapewnioną oprawę muzyczną przez podróżującego z nami młodego azjatę. Zaszokował nas jego jakże szeroki repertuar. Najpierw zaserwował dawkę tajskiej opery, żeby na końcu dać szanse pobujać się do 50 centa. Dla nas osobiście 3-cia klasa rządzi, jak to mawiał sławny 50-ty Hate It or Love It 😀