?>

Jechanaaa w wersji thai czyli tour the Chiang Mai

…i znowu Ona! O 7 rano bezceremonialnie wjezdza Mariola i bez najmniejszych skrupulow budzi nas sniadaniem do lozka. W zestawie jajko, plaster szyny i pomidora, a do tego kilka ciastek i kawalek ananasa ( cena jak w hiltonie ). Jej starania nie koncza sie na tym. Probuje wcisnac nam sok pomaranczowy i sama nalicza sobie tipa…

Okolo 10 dojechalismy do Chiang Mai. Przed stacja kotluje sie wiecej taksiarzy jak przyjezdnych, co ulatwilo kwestie wytargowania ceny. Jak dotarlismy do hostelu pokoj nie byl jeszcze gotowy wiec zostawilismy tylko plecaki i poszlismy ogarnac trekking i pozwiedzac miasto. Chiang Mai jest znacznie mniejsze od Bangkoku i bardzo przyjemne. Udalo nam sie zwiedzic kilka swiatyn i poprobowac kolejnych przysmakow. Po odebraniu pokoju postanowilsmy zaryzykowac i wynajac rowery, zeby kontynuowac zwiedzanie. Zagadnienie nie bylo proste biorac pod uwage juz wczesniej wspomniany sposob jazdy Tajow i ruch lewostronny. Po okolo 0,5h poczulismy sie na tyle pewnie, zeby zapuscic sie dalej w miasto. Krazylismy i krazylismy az zapadl mrok. Zaczelismy kierowac sie w strone naszego guesthouse’u jednak nocny market lekko pokrzyzowal nam plany. Polowa centrum zostala wylaczona z ruchu drogowego, a ulice zapelnily sie wszelkiego rodzaju stoiskami. W efekcie czego natezenie ruchu na pozostalych ulicach znacznie wzroslo, a my odbylismy rajd zycia dzielac jezdnie z PRZEOGROMNA iloscia skuterow, samochodow, tuk tukow i innych rowerzystow. Po 1,5h jazdy w poszukiwaniu drogi do upragnionego celu udalo nam sie, bylismy w domku. Pomimo zmeczenia, skuszeni wszechobecnymi zapachami postanowilismy odwiedzic nocny market. Coniedzielne skupisko handlarzy, mieszkancow i turystow okazalo sie przytlaczajace jednak nie da sie ukryc, ze mozna bylo kupic prawie wszystko i najesc sie do syta. Jednym z rarytasow byla „wzruszajaca zupa” z chilli, ktora sprawila, ze jedno z nas splakalo sie jak dziecko. Oprocz tego mnostwo owocow, makaronow, sokow czy przepysznych nalesnikow, jami! Poza jedzeniem upolowalismy jeszcze ekskluzywne spodnie za 12 pln, niestety jak sie pozniej okazalo z dziura na tylku. Jednak i na to bylismy przygotowani!! A jak! Srebrna tasma, ktorej uzywamy praktycznie do wszystkiego sprostala i temu wyzwaniu:) juz bardziej ekscytujaco byc nie moglo tak wiec polozylismy sie spac, bo z rana czekal nas trekking w gory.