?>

Hi Bangkok!

Bum, 35 stopni, wilgoc +100 000! W koncu wyszlismy z tego samolotu. Po praktycznie 2 nieprzespanych dobach wydawalo nam sie, ze jest jeszcze gorecej niz w rzeczywistosci. Sam transport z lotniska do centrum przebiegl bez komplikacji, schody zaczely sie po wyjsciu z metra kiedy probowalismy znalezc droge do hotelu. Niestety w hieroglifach jeszcze jestesmy slabi, ale wlasnie wtedy po raz pierwszy poznalismy goscinnosc i zyczliwosc Tajow. Wystarczyla chwila zeby zobaczyli nasza dezorientacje i zaraz sami z siebie podchodzili do nas z checia pomocy.

Niestety nasz luksusowy i renomowany Guesthouse nie byl znany lokalnej ludnosci. Tak wiec bylismy zdani na siebie. Stwierdzilismy, ze i tak przyjechalismy tu pozwiedzac wiec poszlismy "na czuja" skrecajac w tajemnicza, typowo lokalna uliczke, aby na samym jej koncu odnalezc to, czego szukalismy. Po raz kolejny mielismy farta, gdyz pomimo wczesnej pory okazalo sie, ze nasz pokoj czeka gotowy. BACH kimono! (ze niby budzik na 12.00)

14.30, wstajemy :)) Kierunek —> Urodziny Krola w jego Palacu. Niestety okazalo sie, ze nie tylko My jestesmy zaproszeni.

 

Urodziny Króla, Bangkok, Tajlandia
Urodziny Krola Tajlandii

Pomimo natloku ludzi i trwajacej ceremonii nie dalo sie nie zauwazyc jak niesamowicie piekne jest to miejsce. Maja rozmach S…. ;))

Gastro, gastro, gastro, czyli jeden z aspektow przez ktore tak bardzo czekalismy na podroz do Azji. Wyglodniali ruszylismy w strone straganow. Tak bardzo niezdecydowani, obeszlismy wszystko, aby finalnie wrocic na sam poczatek i zamowic to co pierwsze wpadlo nam w oko (nazwa nieznana, smak na wypasie, ostrosc – wersja hard). Po jedzonku nalezy sie browarek, tak wiec zlapalismy pierwszego-lepszego, zmechanizowanego rowerzyste – dumnie zwanego kierowca Tuk tuka i udalismy sie na slawna Khao San Road. Obeszlismy cala natykajac sie na mnostwo handlarzy oferujacych szeroki asortyment produktow, zaczynajac od opasek na reke (np. z napisem Fuck You), rechoczacych zab az po garniaki szyte na miare.

Danger!
Khaosan Road

Khaosan Road
Pierwsze piwko w Bangkoku – Khaosan Road

Zmeczeni w koncu zasiedlismy w przydroznej knajpce, aby napic sie wymarzonego piwa. I tutaj popelnilismy pierwszy strategiczny blad. Wybralismy stolik przy samej ulicy, stajac sie latwym kaskiem dla wyzej wymienionych handlarzy. Kolejnym naszym celem byla Swiatynia Wat Arun. a poniewaz bylo juz pozno postanowilismy ruszyc w droge. Na samym koncu Khao San Road chcielismy zlapac kolejnego Tuk Tuka, ale zarowno my jak i kierowcy bylismy bardzo zdeterminowani w ustalaniu ceny. Zaczelo sie do 300 bahtow, aby finalnie wytargowac rajd za stowke. Ale co to byl za rajd! Tajska wersja Holowczyca to malo zeby opisac naszego kierowce 🙂 Jazda pod prad, na trzeciego, na czerwonym swietle, wymuszanie pierwszenstwa nie wspominajac juz o nieprzestrzeganiu innych podstawowych przepisow ruchu drogowego, to jego bajka. Przy tak duzym natezeniu ruchu, spowodowanym urodzinami Krolajazda rozowym, disko Tuk Tukiem byla nie lada wyzwaniem.

disco tuk tuk Bangkok
Bangkok, najlepszy srodek transportu – disco tuk tuk

kokos w drodze na Wat Arun
w drodze pod Wat Arun

Po tak emocjonujacym rajdzie wraz ze swiezo zakupionym kokosem przenieslismy sie na lajbe, aby po minucie znalezc sie przy Wat Arun. Usiedlismy nad rzeka przy swiatyni i postanowilismy poczekac na fajerwerki.
Finalnie fajerwerkow nie bylo, a swiatynia tak nam sie spodobala, ze zamierzamy tam wrocic i obejrzec ja w swietle dziennym. Dzien postanowilismy zakonczyc zjedzeniem na szybko Pad Thai, ktore nie przypadlo nam do gustu oraz zimnym piwkiem wypitym juz po powrocie na schodach naszego hostelu.

  • „czek in”

    tuk tuk i ko san road a jak! ładne cyry 🙂

  • Hmm… Autor dobrze to przemyślał?