?>

Chiński zwiad w akcji

No i stało się, nadszedł 25 listopada. Czekaliśmy na ten dzień jak dzieci na świętego Mikołaja. Z ekscytacji zaczęliśmy kompletować rzeczy na wyjazd już z kilkudniowym wyprzedzeniem. Nauczeni doświadczeniem z wcześniejszej wyprawy do Azji postanowiliśmy ograniczyć bagaż do minimum, a przynajmniej taki był zamiar 🙂 z każdą wyprawą będziemy zwiększać tego skill`a. Tak więc, zaczęliśmy od rozłożenia wszystkich wydawałoby się niezbędnych gratów i zaczęliśmy selekcję. Łatwo nie było, ale finalnie zmieściliśmy się w dwóch plecakach o wadzę 8 i 10 kg 🙂 Byliśmy dumni z siebie. O godzinie 3.30 wystartowaliśmy na pks, skąd wyruszając w drogę polskim busem rozpoczęliśmy swoją przygodę. Autobus jak to zazwyczaj w środku nocy, w środku tygodnia był praktycznie pusty, od razu zaatakowaliśmy loże końcową próbując wyspać się na zapas 😀 9.40 bimbaj zaparkował na stacji Metro Młociny, hurra jesteśmy w Wawie, jeszcze tylko przesiadka w centrum i po 6 godzinach docieramy na Okęcie. Tym razem do Azji zabierze nas Air China, która od samego początku nie ułatwiała nam życia. Już proces rezerwacji biletów dostarczał tylu problemów, że pierwszy raz w życiu zarezerwowaliśmy je przez pośrednika Tickets.pl. Wszystko przebiegło bez problemów, wręcz szkoda że nie zrobiliśmy tak od razu, ponieważ przez te 3 dni kiedy próbowaliśmy własnych sił na stronie przewoźnika bilety podskoczyły o 300 złotych na osobę. Wpakowaliśmy się do niedużego samolotu, z rozkładem siedzeń 2-4-2, na nasze szczęście dostaliśmy dwójkę przy oknie 🙂 Przed nami 8,5 godziny lotu zanim dotrzemy do Pekinu, gdzie czeka nas 15-sto godzinna przesiadka. O dziwo lot upłynął nam całkiem przyjemnie i naprawdę szybko. Jedynym mankamentem okazało się jedzenie, było naprawdę nieciekawe plus czerwone wino skończyło się po 2 godzinach lotu 😀 nie to co w katarskich liniach haha 😛 Rezerwując loty na Filipiny robiliśmy rozeznanie jak wygląda kwestia przesiadki w Chinach, a mianowicie czy potrzebujemy wyrobić wcześniej wizę czy możliwy jest bezwizowy tranzyt. Dobra nasza, okazało się że osoby mające przesiadkę w Pekinie oraz kilku innych chińskich miastach mają możliwość opuszczenia lotniska na 72 godziny bez wizy. Nie będąc wcześniej w Chinach postanowiliśmy to wykorzystać i udać się na Wielki Mur. Zacznijmy jednak od początku, bo jak to zwykle z nami bywa napotkaliśmy kilka "nieznacznych" trudności 🙂 Fakt nr 1 – praktycznie nikt nie mówi po angielsku, nawet na lotnisku..! Fakt nr 2 – jeżeli wydaje Ci się, że stoisz w dobrej kolejce po pieczątkę niezbędną do opuszczenia lotniska, wiedz że na 90% stoisz w złej. Sprawdzone na sobie i wszystkich innych osobach poznanych podczas lotu (żeby nie było, że my nie ogarniamy 😀 ). Jak to bywa z podróżami, często spotykają nas niespodziewane sytuacje, z których trzeba wyciągnąć te pozytywne aspekty. Tym razem pomimo wydawałoby się zmarnowanego czasu poznaliśmy kilka sympatycznych osób, część z nich stała się naszymi kompanami w dalszej podróży. Po zwiedzeniu wszystkich kolejek (w każdej poznaliśmy kogoś) i ogarnięciu całej niezbędnej papierologii udało nam się dostać na chiński teren 😀 Przed nami "jednie" dojazd na chiński mur 🙂 Grupa uderzeniowa liczyła 6 osób, każdy miał swoje info na temat dojazdu, które praktycznie się pokrywały, wydawało się, że nic nie jest w stanie nas powstrzymać 😀 pierwszy pociąg, jedynie żeby wydostać się z lotniska, poszło gładko. Stamtąd wsiedliśmy w airport express, który miał zabrać nas na stację Donghzimen, przyjemność ta kosztuje 50 yuanów za osobę. Na stacji przesiedliśmy się już w publiczne metro, aby po kilku stacjach znaleźć się na Xizhimen. No i się zaczęło 🙂

beijing, pekin, chiny, china, subway, airport express

Naszym zadaniem było przemieścić się łącznikiem z metra na północną stację kolejową skąd już tylko 2 godzinny rajd dzielił nas od Wielkiego Muru. Jednak pomimo 3 opisów oraz licznych zdjęć obrazujących drogę na stację za"Chiny Ludowe" nie mogliśmy rozwiązać tej zagadki. Pierwszą przeszkodą okazało się samo wydostanie z metra, zajęło nam to zaledwie 30 minut 😀 Kiedy już nam się udało, okazało się, że stacja jest nieczynna. Skończyły się również wszelkie napisy w języku angielskim. Za to zaraz przy stacji czekała już pani naganiaczka, która zaproponowała taksówkę bezpośrednio do celu. Rozmawiała z nami za pomocą translatora na telefonie, zaczęliśmy ustalać cenę i warunki tej wycieczki. Martwiliśmy się bowiem, ze nie zdążymy z powrotem na lotnisko na lot do Manili. Udało nam się co nieco utargować jednak w porównaniu do ceny pociągu kwota i tak była 3 razy większa. Jednak po całym wcześniejszym zamieszaniu stwierdziliśmy, że zaszliśmy za daleko żeby teraz zrezygnować. Zaraz znalazł się przydupas tej jakże upartej businesswoman. Wyprowadził nas ze stacji i zaprowadził na parking pełen czarnych vanów, do których jak to w azjatyckich standardach zamiast 10 osób weszło 15. Nawet nie wiadomo skąd w naszej super taxi znalazła się rozkładana i drewniana ławka. Całą drogę polewaliśmy ze swojej super przygody i robiliśmy zakłady czy jak już dojedziemy na ten mur to będzie cokolwiek widać 😀 To ze względu na wszechobecny smog, który na początku wydawał się być jedynie mgłą. Nasz super kierowca dowiózł nas na jakieś totalne zadupie, gdzie wysadził wszystkich i od razu zabrał się do zbierania gotówki, ten jakże cwany jegomość chciał przejąć od razu całą kwotę nawet nie ustalając z nami godziny powrotu. Za żadne skarby nie dało się z nim porozumieć po angielsku, na pomoc przybyła około 80-letnia babcia, która znając jedynie 2 słowa oprócz wyciągnięcia od nas siana tudzież dokumentów próbowała również ubić interes sprzedając nam czapki i rękawiczki. Po dłuższej kłótni daliśmy im 300 yuanów i wstępnie"niby dogadaliśmy się" na powrót o 13:00. Po czym ruszyliśmy w stronę jak się później okazało centrum Badaling. Idąc, po drodze zauważyliśmy stację kolejową, z ciekawości postanowiliśmy sprawdzić czy da się stamtąd wrócić bez potrzeby korzystania z wątpliwej uprzejmości taksówkarzy. Na nasze szczęście okazało się, że pociągi kursują normalnie jednak z powodu zamknięcia wspomnianej wcześniej północnej stacji należy wsiąść w innej części Pekinu. Podekscytowani własnym sprytem ruszyliśmy na podbój muru 😀

Niestety nie zostało nam za wiele czasu więc przeszliśmy się kawałek, cyknęliśmy kilka fotek i trzeba było kierować się z powrotem na stację. Po niecałych dwóch godzinkach wysiedliśmy na stacji Huoying i według starego schematu skierowaliśmy się na lotnisko. Zdążyliśmy coś jeszcze zjeść, żeby zaraz potem wskoczyć do samolotu, przed nami kolejne 6 godzin zanim dotrzemy do Manili.