?>

Ayutthaya to nie je Bangkok, tutaj po 19tej tuk tuka nie uswiadczysz…

Drugi dzien podrozy zaczelismy w swoim stylu, czyli od opoznienia. chcielismy wstac o 7 rano, ale jak to zwykle bywa obudzilismy sie o 8.30. szybka mobilizacja, blyskawiczna akcja i jestesmy na dworcu. Rzutem na tasme ladujemy sie do odjezdzajacego pociagu. Znowu sie udalo 🙂 Trasa Bangkok —> Ayutthaya, klasa 3, brak klimy, przejazd za 1,5 pln od osoby. Za to jesli chodzi o towarzystwo to nie moglismy lepiej trafic. Wszedzie dookola usmiechniete mordki, a w naszej super lozy przemile malzenstwo, nie mowiace kompletnie nic po angielsku, co jednak nie przeszkadzalo imw ciaglym zagajaniu do rozmowy.

Dodatkowo podroz umilal nam krazacy co chwile „barek” z przysmakami. I w tym oto stylu dotarlismy do celu. Po wyjsciu z pociagu zlapalismy tuk tuka i udalismy sie do hostelu zostawic plecaki (standardowo nie obylo sie bez blakania po okolicy). Przez caly dzien udalo nam sie zwiedzic 3 swiatynie: Ayutthaya Chaiwatthanaram, Wat Yai Chai Mongkol i Wat Lokayasutharam, z ktorych najbardziej spodobala nam sie pierwsza.

DSC_0107

DSC_0112

DSC_0120

Ogolnie wrazenia bardzo pozytywne, az nie mozemy doczekac sie Angkor Wat. Okolo 18tej postanowilismy wrocic do hotelu zeby sie ogarnac gdyz o 21 mielismy ruszac pociagiem do Chiang Mai. No i tutaj sie zaczelo… Zalozylismy ze 40 minut to wystarczajacy czas, aby zlapac tuk tuka i dostac sie na stacje. Jednak po wyjsciu z hotelu czekala nas niemila niespodzianka.

Ciemno, glucho, nie ma nic
Ayutthaya juz o 19 spi.
Trzeba jechac nam na stacje,
A taksiarze poszli na kolacje…
Wiec ruszamy sobie pieszo
Ciagle jeszcze w tuk tuk wierzac
Jejku, chyba jednak sie spoznimy
Mamy tylko pol godziny 🙁
W ten zza rogu, ciemna noca
Pedzi garnek nam z pomoca!
Lecz niestety nikt z przybyszow
Nic nie powie nam w ingliszu
Ale mandzur na gar wrzuca
I wnet na perony rusza!

Wybawienie! Zatrzymuje sie zmotoryzowana garkuchnia. Zapewne wiecie jak wygladaja mobilne wozki z hot-dogami czy nalesnikami?! No wlasnie, cos w ten desen okazalo sie naszym ratunkiem.

Nie zrobilismy pamiatkowej fotki z nimi, bo myslelismy ze spoznimy sie na pociag, wiec wrzucamy cos podobnego, z tym, ze miejsce kartonow w oryginalnej wresji zajmowal gar na zupe :))

Tajski romecik, ktory ledwo wiozl 2 osoby dorosle i dziecko zabral jeszcze nasza dwojke z 2 wielkimi plecakami i ruszylismy w kierunku stacji. Robilismy niezla furrore na drodze zwlaszcza podczas podjazdu pod gorke i to w kraju gdzie jazda w 5 osob na motorze czy na dachu autobusu jest norma… Dojezdzamy przed czasem. Szczescie nas nie opuszcza, a przede wszystkim dobroc ludzka nie ma granic. Po calej niepewnosci, niemalym stresie i finalnym happyendzie 😉 postanawiamy zrelaksowac sie przy piwku. Pociag tak jak legendy glosza nie zawiodl i spoznil sie 30 minut. Juz po wejsciu rozbawily nas otwarte przedzialy z lezankami, gdzie prywatnosc zapewniaja jedynie zlote kotarki. Odnajdujemy swoje prycze, dostajemy kocyki i nagle INWAZJA! Wjezdza przymusowy katering. Mariolka z kuchni nie chce wyjsc poki nie zamowimy kolacji. Byla przekonujaca, wiec zaszalelismy i zamowilismy tez sniadanie do lozka. Po wszystkim spokojni o swoja niedaleka przyszlosc stwierdzamy, ze czas na sen.

DSC_0140

DSC_0145

  • ogwroc

    Bardzo fajna przygoda Justynko. W tej świątyni na zdjęciach, najprawdopodobniej kręcono sceny z filmu Mortal Kombat.