?>

Angkor Wat, kiedy rzeczywistosc przerasta wyobrazenia…

Dzien rozpoczelismy od leniwego sniadanka na hamaczkach i rozplanowaniu pobytu w Siem Reap. Postanowilismy przeznaczyc dzisiejszy dzien na bujanie sie po okolicy, zakupy i inne pierdoly natomiast jutro uderzyc na Angkor Wat.

image

image

Zaczelismy od buszowania po lokalnych marketach zaopatrujac sie w kilka koszulek i hamak, oczywiscie w kazdym przypadku cena zbita przymajmniej o polowe :)) Po ekskluzywnych zakupach postanowilismy wybrac sie do rownie ekskluzywnej knajpy wietnamsko-francuskiej zeby spalaszowac pyszne pho 😀

image

Po zwiedzeniu reszty okolicy, wracajac do domu zahaczylismy o fish spa. W calym Siem Reap czuc swiateczna atmosfere, ulice zostaly rozswietlone milionem kolorowych lampek a wszedzie dookola pelno mikolajkow i balwankow. Dosc zabawnie wyglada to wszystko w otoczeniu palm i w 30-to stopniowym upale:) na szczescie tutejsze balwany sa na niego odporne 😉

image

Tego wieczoru polozylismy sie wczesnie spac gdyz juz o 5 rano bylismy umowieni z Vanem na wschod slonca przy Ta Phrom. Podczas gdy wiekszosc zwiedzajacych udaje sie wtedy przed glowna swiatynie Angkor Wat my postanowilismy zadzialac inaczej i udac sie w kierunku wyzej wspomnianej Ta Phrom. Decyzja okazala sluszna, kiedy przyjechalismy tam w calkowitych ciemnosciach okazalo sie, ze jestesmy praktycznie sami. Juz przejscie od bramy glownej do wnetrza swiatyni bylo bardzo klimatyczne, poczulismy sie jak w filmie, nie widzac nic, a slyszac tylko przedziwne odglosy dzungli. Kiedy zaczelo switac zrobilismy kilka zdjec i wyruszylismy dalej w droge do swiatyni „wielu twarzy” Bayon.

image

image

image

image

Znow dopisalo nam szczescie i swiatynie mielismy cala dla siebie. Po dokladnym obejrzeniu detali, z ktorych slynie Bayon udalismy sie w strone wyjscia gdzie wlasnie podjechalo 5 autokarow, z ktorych wylaly sie tlumy. Oznaczalo to, ze wszyscy, ktorzy ogladali wschod przy glownej swiatyni ruszyli na dalszy rekonesans i ze spokojnym zwiedzaniem nie bedzie juz tak latwo.

image

image

image

image

image

image

image

image

Wiedzielismy, ze od tej chwili i tak wszedzie bedzie roic sie od turystow wiec wyglodniali postanowilismy zjesc spokojnie sniadanie. Curry i smazony ryz spalaszowalismy juz na terenie Angkor Wat aby potem wyruszyc go obczaic 😀 :))

image

image

image

image

image

image

image

image

imageimage

Gdzie jest Van!? Ktos porwal naszego Tuktukarza! Stwierdzilismy po ponad polgodzinnym poszukiwaniu go wsrod innych dyndajacych na hamakach kierowcow. Okazalo sie, ze Van sie skitral. Dostrzeglismy go 150 m dalej kiedy pedzil juz w nasza strone wyczuwajac nadciagajaca konkurencje. Od dluzszego czasu podazal za nami inny mistrz kierownicy usilnie oferujac swoj serwis w przypadku gdyby Van sie nie znalazl 😛 Nie tym razem. Zrezygnowany wyruszyl szukac innej klienteli. Zadowolony Van myslal, ze to juz koniec wycieczki, ale my bylismy glodni dalszych wrazen. Bardzo chcielismy zobaczyc jedna ze swiatyn, ktora znajdowala sie 35 km stad. Niepocieszony ruszyl w droge jednak 35 zielonych poprawilo mu humor 🙂 Banteay Srei okazala sie warta swojej ceny, a po niej bylismy na tyle usatysfakcjonowani, ze postanowilismy juz dac Vanowi spokoj 🙂

image

image

image

Reszte dnia chillowalismy w hotelowym ogrodku. W miedzy czasie probowalismy zarezerwowac wycieczke nad jezioro Tonle Sap jednak jedyna sluszna oferta byla juz nieaktualna z powodu braku miejsc. Nic na sile, stwierdzilismy, ze zafundujemy sobie mini spa. Na drugi dzien wstalismy w szampanskim humorze, zjedlismy pyszne sniadanko i tanecznym krokiem wyruszylismy na masaz. Po 3 godzinnym relaksie postanowilismy relaksowac sie dalej hahaha 😀 gdyz nazajutrz wyruszalismy w dluga podroz do Phnom Penh.